image
Kursy i Szkoła Tarota Zapraszam na kurs Światło i Mrok. Metody unikania zagrożeń duchowych, Józefów k/Warszawy, 24-25.10.2020 r. Kurs poświęcony zagadnieniom duchowego BHP. Lista uczestników zamknięta. Spotykamy się w sobotę, 24.10, o godz. 10.00, Józefów k/Otwocka, ul. Puszkina 3/1    Czytaj więcej...
image
Jan Witold Suliga - Tarot Historia tarota nie ma kresu, nie bez racji bowiem powiadał Eliphas Levi, że ten, kto się z nim wiąże, bierze na siebie jarzmo łańcucha duchowych wtajemniczeń, które rozpoczynają się od Henocha i Hermesa Trismegistosa, lecz nie kończą nigdzie... Czytaj więcej...
* *
image image

Jan Witold Suliga - Erwina Sówki hymn do Wielkiej Bogini

Erwin Sówka, Dziesięć palcówCóż to był za czas poprzedzający objawienie się Boga?” – pyta Jerzy Prokopiuk we słowie wstępnym do „Białej Bogini” Roberta Gravesa. I odpowiada: „Był to czas Bogini, Bogini Wielkiej Matki. Na początku była Bogini Matka – tak mogłaby zaczynać się jej Ewangelia.”

Ewangelii tej nikt nigdy nie napisał. Nie uczynili tego czciciele Rei, Isztar, Kybele, Izydy. Nie zrobili tego również chrześcijanie, choć wielbią ją pod postacią Bogurodzicy. Owszem. Zbiór ułożonych ku jej czci hymnów przekroczyły swą objętością wszystkie tomy Ramajany i Mahabharaty razem wziętych. Mnogość mitów, legend, baśni i „żywotów”, jak również teologicznych, filozoficznych i religioznawczych rozpraw, których jest bohaterką może przyprawić o zawrót głowy. Opowiedziano o niej wszystko, co da się opowiedzieć. Przeanalizowano każde jej słowo z orędzi w Lourdes, Fatimie czy Mediugorie. Bo Wielka Matka nie jest Boginią niemą. Przeciwnie. Ona mówi i, jakby na przekór wątpiącym, wciąż daje świadectwa swego istnienia. Jawi się we wszystkich religijnych systemach. Nawet w tych, których założycie zepchnęli ją na margines i, dokonawszy swoistego „matkobójstwa”, uczynili z Ojca wzór Transcendencji. Ale i ich pokonała, powracając już to jako Mądrość Boża ( czyli Święta Sofia, o której Włodzimierz Sołowiow powiadał, iż jest ona „najprawdziwszym, najczystszym i najdoskonalszym człowieczeństwem, najwyższą formą społeczną, żywą duszą przyrody i wszechświata, od początków złączoną z Bogiem i łączącą z Nim wszystko, co żyje” ), już to jako Szechina ( Boża obecność w świecie ) dzieląca z żydowskim narodem wygnanie i uosabiająca żeński aspekt Boga o tajemniczym imieniu JHWH. Czemu więc jej żywotność nie znalazła odzwierciedlenia w słowach świętej księgi? Dlaczego w żadnej z bibliotek, w żadnym z klasztorów nie przechowuje się jakiegoś „Koranu”, jakiejś „Biblii” względnie „Bhagawad Gity”, w której Matka zawarłaby swe wiekuiste przesłanie? Czemu jej „wieczysta ewangelia” najlepiej wyraża się nie w słowie, lecz w formie najbardziej nieprzejrzystej, a poprzez to niedopowiedzianej, czyli w sztuce?

 Refleksja ta zrodziła się w mojej głowie, gdy poproszony o napisanie kilku słów o twórczości Erwina Sówki przejrzałem kolekcję jego dzieł znajdujących się w zbiorach Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie, którą stanowi cykl malunków zatytułowanych Barbara, a w której skład wchodzą ponadto Podlotki, Kochanki, Ananda, Śiwa, Echo, Przebudzenie Adama, Joanna d’Arc oraz, niezrównany i mój ulubiony Matrimandir. Wiem doskonale, że kolekcja ta nie oddaje całego bogactwa twórczości Autora. Obejmuje ono wszak szeroką gamę tematów. Na tyle szeroką i różnorodną, że tych kilkanaście obrazów w minimalnym zaledwie stopniu daje pojęcie o twórczych horyzontach śląskiego malarza, w którego dziełach jedni znajdują odzwierciedlenie okultystycznej, alchemicznej, hermetycznej i teozoficznej symboliki w jaką wtajemniczył Sówkę jego mistrz, Teofil Ociepka, inni natomiast uwypuklają zauroczenie gnostycką wizją świata, mitem o odwiecznych zmaganiach dobra ze złem.

Ujmując ten problem w syntetycznym skrócie, Maria Fiderkiewicz dzieli tematyczne wątki malarstwa Erwina Sówki na cztery, podstawowe grupy:Pierwsza stanowi to wszystko, co „dotyczy Niszkowca i szerzej – Śląska, jako „małej Ojczyzny” (tj. osiedla, w którym Sówka spędził znaczną część swojego życia – uwaga J.W.S). Realizacje tego tematu – ciągnie dalej badaczka – odnajdujemy w obrazach (...) Oczekiwanie, Którą kocham, Zaślubiny, w których akcja usytuowana jest w jego centrum, na rynku. W ten określony architektonicznie obszar, będący symbolicznym odpowiednikiem domu, Śląska, „środka świata” wprowadza artysta swych bohaterów: parę młodą z gośćmi weselnymi, parę młodych rodziców z dzieckiem, a także postacie fantastyczne ( najczęściej są to św. Barbara, lub boginie sumeryjskie i staroegipskie ). Drugą grupę tematyczną formują, wspomniane już wątki teozoficzne i okultystyczne.   

 „Jest specyficzny fenomen w malarstwie Erwina Sówki – stwierdza Seweryn A. Wisłocki – na który pierwsi zwrócili uwagę Aleksander Jackowski i Ludwig Zimmerer. Chodzi o (...) nie spotykany nigdy i niegdzie przedtem w polskiej sztuce tantryzm. Wynika on zarówno z fascynacji Wschodem, jak również medytacji okultystycznych, które w istocie swej nie są odległe od wielu twierdzeń filozoficznych rodem z Indii...” Do trzeciej grupy zaliczyć trzeba obrazy o gnostyckiej treści, w których autor epatuje widza wizjami niszczącej wszystko i wszystkich „cywilizacji maszyn”, będącej dlań „cywilizacją śmierci” w dosłownym tego słowa znaczeniu. Jej twórca, a w pewnych sytuacjach równ ież twórczyni, objawia się nam jako Demiurg, antyteza kreacyjnej mocy Boskiej. Konfrontacja ciemności i jasności znajduje odbicie w rozmaitych konfiguracjach, także w tych, które wyraźnie nawiązują do dwóch wyżej nadmienionych grup tematycznych.

I wreszcie ostatni cykl będący, według Marii Fiderkiewicz, cyklem „obrazów-moralitetów” – „symboliczną transformacją tematów zaczerpniętych z Apokalipsy. Przedstawiają one szok przyszłością, która jawi się jako samounicestwienie cywilizacyjne, będące konsekwencją braku harmonii między naturą a techniczno-przemysłową działalnością człowieka. Do najbardziej reprezentatywnych dzieł należą: Tryptyk współczesny, Czterej jeźdźcy Apokalipsy, Chrystus ukrzyżowany na pocisku sterowanym6.Tym, co spaja wszystkie te tematyczne wątki zdaje się być Kobieta. Jest to Niewiasta o nieprzeniknionym obliczu ( święta Barbara rezydująca w podziemiach i zasiadająca na tronie ustawionym pod drzewem rosnącym nieopodal kopalni, Urella, troista bogini z Narodzin uczuć, itp. ); Dziewczynka-Dziewica będąca uosobieniem niewinności, którą oglądamy na, kojarzącym się z malarstwem Balthusa obrazie Podlotki, lub na malunku przedstawiającym nagą świętą Barbarę leżącą na śniegu; czy wreszcie Kochanka ze zróżnicowanego formalnie cyklu tematów „tantrycznych” (Ananda, Kochanki, Echo i wiele innych).

Trójpodział ten coś nam przypomina. Czyżbyśmy mieli do czynienia ze świadomym, lub – co bardziej prawdopodobne – nieświadomym nawiązaniem do najstarszego substratu religijnych pojęć uformowanego w okresie paleolitu i neolitu? Wtedy faktycznie wierzono, że „na początku” była tylko Bogini, ukazująca się człowiekowi w trzech najważniejszych postaciach: Dziewicy, Matki i Staruchy ( Matrony ); Magna Mater ogarni ająca sobą wszystkie sfery kosmosu (podziemia, świat ziemski, niebiosa), i objawiająca się ludziom jako Biała bądź Czarna Pani ( była bowiem zarówno łaskawa jak i złowróżbna, promieniująca miłością i demoniczna, rodząca i uśmiercająca każde swoje dziecko ).    Oto widzimy ją, jak przywraca życie Adamowi na obrazie Przebudzenie Adama. Niech nie zwiedzie nas majacząca w dali postać, w której ortodoksja widzi Boga Ojca, a która, będąc promotorem mistycznej przemiany pierwotnego Androgyna w mężczyznę i kobietę jest w istocie Niewiastą o błękitnych włosach. Ta sama postać powraca na obrazie Zaślubiny, jako żywo przypominającym Wesele w Kanie Galilejskiej Hieronima Bosha z tą różnicą, że o ile na tym drugim malowidle sprawcą misterium przeobrażającym męża i żonę w „jedno ciało” jest Chrystus, w Zaślubinach moc transformacji spoczywa w dłoniach Barbary – uosobienia Wielkiej Matki. To ona towarzyszy górnikowi siedzącemu na ławce w Niszkowicach, to ją oglądamy na obrazie Radość i smutek, gdzie wcieliła się w okrytą białą szatą pannę młodą i przystrojoną żałobnym kirem wdowę. To ona zasiada na tronie z gepardami, przybrawszy imię Kleopatry. To w jej trzewia zanurza się górnik spętany machinerią „cywilizacji śmierci”. To ku jej czci Erwin Sówka namalował Ave Maryja z Dzieciatkiem, Św. Barbarę na karmerze, Dziesięć palców, a nade wszystko Matrimandir – świątynię Wielkiej Matki.     

To właśnie tu, na dziedzińcu hinduistycznego sanktuarium ukazuje się nam ona w pełnej krasie. NagErwin Sówka, Dwie żonya, ze słonecznym symbolem uwidocznionym na padołku, z czymś w rodzaju węzła Izydy w złożonych w modlitewnym geście dłoniach, w koronie utworzonej ze splecionych węży... Niczym Śiwa Nataradża zdaje się tańczyć w kręgu siedmiu płomieni, o ile jednak taniec hinduskiego boga niszczy świat, ona go stwarza i przepełnia sobą ( dlatego dziedziniec „wyłożony” jest oczami symbolizującymi wszechwidzące i wszechobecne Bóstwo ). „Przebudź się synu miłością człowieka – zwraca się do nas z orędziem – abym i ja miała miejsce w tobie. Jestem w tobie bez ciała, lecz twoje ożywiam energią mego istnienia wspólnie kształtowanego na wzór Boskiego Ognia”. I człowiek się budzi. Staje naprzeciw niej i, odpowiedziawszy na ów zew, upodobnia się do Macierzy, co doskonale widać, gdy zestawimy Matrimandir z obrazem zatytułowanym Adam.  Złożone do modlitwy dłonie młodzieńczego Adama zdobi symbol, w którym łatwo rozpoznać egipski krzyż Ankh reprezentujący moc życia, jaką ofiarowują człowiekowi bogowie. Adam przyjął dar, pozwala by jego nagie ciało oplotło wijące się niczym wąż drzewo, tantryczne wyobrażenie Kundalini; wężowej mocy śakti. Na konarach rajskiego drzewa igrają  bezwstydnie swobodne, wyzbyte krepujących szat dziewczęta. Nie ma tu żadnego wyuzdania, żadnych „pornograficznych” podtekstów. Jest natomiast, podobnie jak na wszystkich obrazach Sówki, począwszy od jakże zmysłowego Aktu, skończywszy na cyklu zatytułowanym Urella, urzeczenie radością Erosa obcującego z daleką, lecz jakże bliską Kochanką.

Na kobiety w moim malarstwie  – powiada Erwin Sówka – nie należy patrzeć jak na kobiety, które są wokół nas, ani też patrzeć z lubieżnością (...). Kobiety, które maluję, to jedna z cech mocy Boga objawiająca się w żeńskości.”

Z tej przyczyny – komentuje te słowa Maria Fiderkiewicz - ważną „grupę tematyczną tworzą obrazy związane z kulturami starożytnego Wschodu. Artysta czuje głęboką, intuicyjną więź ze spuścizną kulturową Egipcjan, Hindusów czy Sumerów (...). Można w niej pomieścić dzieła, które kojarzą się z hinduskim tantryzmem personifikującym moce boskie w żeńskich postaciach. Cykl obrazów, których tematem jest kobieta, np. Ewa, tryptyk Trzy Wenus, ma charakter uniwersalny i modeluje kobietę w każdym czasie”. „Częstego w obrazach Sówki wątku erotycznego – rozwija ten temat Seweryn A. Wisłocki – nie należy rozumieć w zwulgaryzowany sposób. Dla niego kobieta jest odwiecznym symbolem miłości, ciągłości i radości życia. Sumeryjskie idole żeńskie są dla niego równoznaczne ze współczesnymi kobietami, chociaż przekonany jest, iż ludzie sprzed tysięcy lat mieli lepsze pojęcie o miłości i seksie, niż my teraz. Uważa, że nam się tylko dużo wydaje  w tej i innych dziedzinach, a po prostu daleko odeszliśmy od natury. „Może po wiem o jednej z hinduskich bogiń, opowiadał kiedyś Sówka, którą nazwałem po prostu Khali, bo Khali była jedną z córek boga. Została jak mówi stara hinduska legenda, zgwałcona. Jo sobie to tak wyobraziłem, że ona była Córka-Natura. Była piękna, a przez ingerencje człowieka, straciła to swoje piękno (...). Pokazując to (...) pokazują właśnie Ducha i Materię. Materia jest skazana na zagładę, na zniszczenie.”

I tak oto dochodzimy do „istoty rzeczy”, do źródła magicznych i mistycznych fascynacji Erwina Sówki. Do tego, co komentatorzy jego twórczości określają mianem inspiracji tantryzmem i symboliką Wschodu, a co niekoniecznie musi stamtąd wypływać.

Możemy się bowiem zgodzić, że obraz Śiwa to nic innego, jak odwzorowanie najpopularniejszego symbolu tegoż hinduskiego bóstwa ( lingam-joni, czyli fallusa złączonego z waginą ). Wolno nam przyjąć, że ukazana na obrazie Echo para objętych w miłosnym uścisku kochanków odnosi się do wyobrażeń Śiwa-Śakti – jedności dwóch kosmicznych pierwiastków: biernego, męskiego i aktywnego, kobiecego. Bez trudu dostrzegamy też niemal identyczny motyw na jednym z wyobrażeń Urelli, gdzie malarz ukazał tańczącą na leżącej nieruchomo postaci boginię, skutkiem czego obraz ów upodobnił się do hinduistycznych wizerunków Śiwy oraz pląsającej na jego martwym ciele bogini Kali. Pozory wszelako mylą. Sówka jest, co prawda, „tantrykiem”, ale „tantrykiem” – jeśli tak można rzec - nieortodoksyjnym. To nie Kali pląsa na martwym Śiwie. To świetlisto-mroczna  Urella  wynurza się ze spoczywającej nieruchomo postaci, w której rozpoznajemy Niewiastę, a nie męskiego Śiwę. Zapewne. Można przyjąć, iż uwidocznione tu są dwa stany energii śakti – statyczny i dynamiczny, o jakich czytamy w tantrycznych traktatach. Czy jednak aby na pewno?  Czy Echo jest tylko i wyłącznie symbolem unii Mężczyzny i Kobiety, z której rodzą się światy? A może raczej jest modlitwą, echem słów „unoszących się” między niebem a ziemią? Jakich słów?. Tych, które cytuje Seweryn A. Wisłocki: „Barburko! Pomóż mi!”, jakimi malarz zaklinał świętą Barbarę przed zjechaniem na szychtę do kopalni?9  A może najświętszą z mantr - imieniem Urella,  które Artysta nadał swej ukochanej z lat dzieciństwa, z którą rozstanie odcisnęło w życiu malarza niezatarte piętno, a która „ciągle żyje w jego pamięci, pojawia się w snach i wtedy rozma wiają ze sobą o swojej niespełnionej miłości i o ezoterycznych zagadkach bytu”? „Jest to magiczna siła, jakby Matka Ducha, która we mnie wchodzi – mówi o niej Sówka. – Początek jest zawsze taki: jak się patrzę na jawie w nocy, czy we śnie – Ona ma cząstkę jakby gwiazdy i Ona wchodzi do mnie i promieniuje. Czuję te prądy, które biegną od mózgu, aż do nóg i przechodzą z powrotem. Nazywam to „Stosunkiem duchowym”. Ona odradza we mnie siły, których nieraz mi brakuje. Bez Niej źle bym się czuł.

Czytając te słowa zamykam oczy, lecz zamiast Urelli przenikającej ciało śpiącego mężczyzny lub ukazującej mu się w czerwonej sukience z symbolami krzyża Ankh w dłoniach, widzę lesiste stoki góry Ślęży, okalające jej wierzchołek kamienne wały, górującą nad Sobótką Wieżycę i trzeci szczyt ślężańskiego masywu – Radunię. Widzę trzy góry, gdzie czczono Wielką Matkę, Potnia Theron – przeczystą Panią Zwierząt, demoniczną Władczynię Podziemi i darzącą wszelkimi dobrami Królową Nieboskłonu. Widzę nigdy nie zawłaszczone przez chrześcijaństwo mityczne centrum Śląska, piramidę ukształtowaną przez naturę, a więc i Tę, którą jest owa natura. Widzę sanktuarium Matki Boskiej Piekarskiej, Jasnogórską świątynię Czarnej Madonny i ciągnące ku nim rzesze górniczych pielgrzymek. Widzę dziewczęta topiące Marzannę-Śmiercichę i powracające do wsi z Gaikiem przystrojonym we wstążki niczym panna młoda. Śmierć umarła, ze śmierci wynurzyło się niezniszczalne życie. Ciemna Bogini pobłogosławiła górniczy stan. Widzę to wszystko i się uśmiecham, Duch Boży bowiem zawsze przemawia ustami maluczkich, ubogich duchem i dzieci. Erwin Sówka nie należy do grona „maluczkich”. Trudno go też nazwać „ubogim duchem”. Jego ezoteryczna wiedza zdumiewa głębią poznania ( o czym sam mogłem się przekonać w czasie jednego z naszych spotkań ). Ale posiada cechę „byc ia dzieckiem” ( przymiot to u „ezoteryków” rzadko spotykany ). Jak nikt inny czuje ducha swojej ziemi ( choć sam, być może, nawet o tym nie wie ). W jego twórczości, gdzie orientalno-naiwny sztafaż gwarantuje artyście swobodę wypowiedzi i uwalnia od moralnego obowiązku prezentowania sacrum w społecznie akceptowalnych formach, ów śląski genius loci znalazł najdoskonalsze odzwierciedlenie.

I nic dziwnego. W ziemię tę przecież górnik Erwin Sówka najpierw się bez reszty zanurzył, a związał z nią jeszcze mocniej, gdy ostatecznie osiadł „na powierzchni”. Przystroiwszy wypływający z niej zew w „szaty” okultystycznych i hinduistycznych symboli ( z jakimi zetknął się dzięki Teofilowi Ociepce ), dodawszy do nich własne przemyślenia na temat „tajemnic bytu” jakimi pasjonowali się różokrzyżowcy, alchemicy i teozofowie, dotarł tam, dokąd pisane mu było dotrzeć – do Matki. Ona zaś przybyła do niego pod postacią  „gwiazdy” ( jakież to bliskie objawieniom egipskiej Izydy ), spływając nań w nocnych ciemnościach snu, bądź w pełnym mocy świetle śnienia z otwartymi oczami.

Daremnie więc ufni, że we wszystkich inicjacyjnych systemach wtajemniczenia, rzeczywistym dawcą iluminacji jest Bóg-Mężczyzna, poszukujemy go w malarstwie Erwina Sówki. Owszem, malarz mówi o nim. Nazywa go Brahmanem, utożsamia z Kryszną, z Śiwą - bogiem przedaryjskich plemion, rzadko kiedy jednak uwidacznia na swoich obrazach. Chwilami wyczuwamy, że Bóg ten skrywa się w symbolach jedni Kochanków, w promieniach wysnuwających się zza głowy Bogini z obrazu Matrimandir. Oglądamy gErwin Sówka, Bez tytułuo na obrazie Hypnos, gdzie służy jako tron dla śpiącej Kobiety i ukazuje swe na poły ludzkie, na poły zwierzęce oblicze. Nie on wszakże stanowi inspirację śląskiego artysty. Jest w jego sztuce „Wielkim Nieobecnym”, tak jakby malarza obowiązywał zakaz ukazywania go pod podobizną „czegokolwiek, co jest na niebie w górze, i na ziemi w dole, i tego, co jest w wodzie pod ziemią.”

Przed tym biblijnym zakazem każdy europejski artysta staje bezradny, o ile nie chce popełnić grzechu bluźnierstwa. Jak bowiem zobrazować świetlistą pustkę Ojca wszechrzeczy, unię miłości trojga Boskich Osób, śunjatę buddystów, ain sof ( bezdenną nieskończoność ) Boga JHWH kabały, i nie sprofanować największego sacrum? Dlatego Sówka z takim upodobaniem powraca do Bogini. Nie łudźmy się jednak. Świętość Wielkiej Macierzy również wymyka się słowom. Przy jej „różańcowych tajemnicach” bledną wszelkie sekrety gnozy ( kto twierdzi inaczej jest zwykłym zarozumialcem ). W proch rozsypują się  argumenty „uczonych w Piśmie” rozważających istotę archetypu Matki. „Mędrcy” chwytają to, co nieuchwytne. Ścigają coś, co każdemu się wymyka. „Dzieci” wiedzą, że starczy się przed nią ukorzyć. Obdarzyć czcią, kultem oraz uwielbieniem. Umrzeć w niej i znów się narodzić ( jako naczynie jej Boskiego Ognia ). A wtedy staje się ona światłem poznania, przewodniczką wiodącą ku Ojcu, blaskiem zrozumienia „tego czegoś”, co nieobrobione słowem jest takim rodzajem przesłania, jakie najpełniej daje się wyrazić tylko w sztuce.

W tym sensie jedynym mężczyzną, który bierze udział w owym tajemnym misterium jest sam Erwin Sówka. Śląski artysta. Teozof. Piewca kobiecych wdzięków. Miłośnik Urelli. Oblubieniec świętej Barbary, Joanny d’Arc, Matki Bożej, i wszystkich jakie namalował kobiet. Dziewiczo czysty w swoich uczuciach kochanek, a zarazem nie skrywający swej seksualności mistyk. Autor hymnu sławiącego Przedwieczną Boginię. 

Bibliografia 

Jerzy Prokopiuk, Powrót Bogini, (w:) Robert Graves, Biała Bogini, Warszawa 2000, s. 8Paweł Florenski, Ikonostas iinne szkice, Białystok 1997, s. 70

Seweryn A. Wisłocki, Erwin Sówka – duchowy spadkobierca nauk Teofila Ociepki, (w:) Polska Sztuka Ludowa, 1984, Nr 1-2, s.77 – 88; W labiryncie poznania , Folder do wystawy Erwin Sówka. Od okultyzmu do księgi Genesis..., Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie 19.09 – 31,10 1992

Maria Fiderkiewicz, Śląscy pariasi pędzla i dłuta ( 1945 – 1993 ), Muzeum Śląskie, Katowice 1994; Model świata w twórczości Erwina Sówki, (w:) Polska Sztuka Ludowa, 1994, nr 1 – 2, s. 167 – 171

Maria Fiderkiewicz, Bóg, diabeł, demony i... czyli antropologiia dobra i zła w sztuce nieprofesjonalnej, Katalog wystawy. Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie, Muzeum Śląskie w Katowicach. Katowice-Warszawa 1991

Czytaj też: link

Jan Witold Suliga


O mnie i o tym czym się zajmuję

jws333

Nazywam się Jan Witold Suliga. Z wykształcenia jestem antropologiem kultury, doktorantem Ranchi University w Indiach, z zawodu - wróżbitą, terapeutą i nauczycielem. Moją największą pasją są tarot i kabała, którymi zajmuję się od ponad ćwierćwiecza. Równie długo wróżę tarotem, gdyż jest on doskonałym narzędziem umożliwiającym dokonanie wglądu w duszę i przyszłość człowieka. Moja książka „Tarot. Karty, które wróżą” była pierwszą, oficjalnie wydaną w Polsce publikacją na temat tarota. Jestem autorem wielu innych książek i publikacji poświęconych tarotowi, kabale, angelologii, wierzeniom Słowian, ezoterycznym tradycjom Europy itp. Będąc z powołania nauczycielem lubię dzielić się swoją wiedzą i duchowymi doświadczeniami. Dlatego założyłem Kabalistyczną Szkołę Tarota, prowadzę kursy i lekcje indywidualne dotyczące metod i technik wróżenia tarotem, symboliki tarota, duchowego bhp, mistycznej kabały i innych zagadnień. Jestem również terapeutą, specjalizującym się w terapii uzależnień duchowych, DDA, DDD, zaś opracowana przeze mnie terapia Mandala Duszy stanowi kwintesencję mych duchowych i życiowych doświadczeń. 

Doradztwo

TAROT.25

Karty tarota - konsultacje

Puszkina 3/1 Józefów

dojazd:

PKP Michalin

( Minibus z Dworca Centralnego lub SKM, kierunek Otwock, Dęblin )

link   

Zapraszam :)

Kabalistyczna Szkoła Tarota